i te jego oczy
nocą były tak pełne bezkresnego błękitu, jak głębokie morze w jednej z pięknych krain, w którym zawsze chciałam się zanurzyć, wbiec zupełnie beztrosko, nago, nie patrząc pod nogi
i w tych jego oczach, mogłabym tam zobaczyć cały świat, mogłabym zapomnieć o wszystkim co dookoła
a w jego dłoniach
w jego dłoniach mogłabym schować wszystkie moje skarby, każdą najmniejszą rzecz, bo kiedy dotyka choćby kosmka moich włosów, kiedy opuszką palca dotyka polika to mam wrażenie, że już nic więcej nie jest mi potrzebne
ramiona
te szerokie ramiona, w których znika cały strach, lęk i wszystko co złe. te najcieplejsze objęcia, dzięki którym jestem jak kostka czekolady, która rozpuszcza się na czubku języka.
on.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz